Maszyny budowlane i serwis - można lepiej i taniej

Planowane starzenie

bombe

… projektowanie długowiecznych urządzeń wytwórcom się nie opłaca – podnosi to koszty rozwoju, testów, materiałów i produkcji. A wszystko przy spadku sprzedaży, gdyż klienci nie są zmuszeni do częstego kupna zawsze nowych urządzeń.

Stefan Kot, Chip 01/2014

Teza o planowanym starzeniu postawiona przez Stefana Kota na podstawie doświadczeń zebranych między innymi przez Stefana Schridde z Niemiec dotyczy na razie takich urządzeń, jak telefony, agd, drukarki itp., które psują się gdy tylko minie okres gwarancji. Cena ich naprawy w serwisie producenta jest wtedy zbliżona do ceny nowego urządzenia.

Producenci maszyn budowlanych są – moim zdaniem – na podobnej trajektorii, ale jeszcze nie potrafią budować maszyn w taki sposób, aby po określonym przebiegu nie dawały się naprawić w opłacalny sposób. Co więcej, nie są w stanie zapewnić takiej powtarzalności produkcji, aby trwałość* i niezawodność** poszczególnych zespołów mieściła się w rozsądnych granicach. Taki wniosek wyciągam stąd, że generalnie producenci nie podejmują ryzyka udzielania pełnej gwarancji na więcej, niż 2500 godzin. Są od tej reguły wyjątki i chętnie umieszczę na blogu warunki szczegółowych warunków dłuższej gwarancji, w których zwykle umieszcza się sporo wyłączeń odpowiedzialności producenta. I oczywiście, o ile podnosi to cenę maszyny.

Byłoby fair, gdybyśmy wiedzieli, na ile godzin wystarczy nam silnik, czy transmisja za kilkaset tysięcy złotych z prawdopodobieństwem na przykład 90%? Oczywiście w zdefiniowanych warunkach pracy i serwisowania. Wówczas można mówić wiarygodnie o przewadze tego producenta, który zapewnia najniższy koszt godziny pracy wszystkich zespołów maszyny.

Co o trwałości i niezawodności maszyny wie jej producent?

Producenci nie są specjalnie zainteresowani wiedzą o trwałości poszczególnych elementów maszyn. Koszty napraw gwarancyjnych zmuszają producenta, aby badał i usuwał przyczyny kosztownych błędów, które popełnili jego inżynierowie lub zaopatrzeniowcy. Jednak to dotyczy tylko okresu gwarancji, czyli około 10-20% życia maszyny. Potem to już tylko sama radość ze sprzedaży części zamiennych. Oczywiście, w pewnych granicach, aby nie stracić opinii.

Gdy wchodzi na rynek nowy model maszyny, to z reguły według sprzedawcy jest ona bardziej wydajna, bardziej niezawodna, bardziej komfortowa, bardziej…
Oczywiście nikt nie przedstawia żadnych wyników testów. Kupujący maszynę ma zaufać handlowcowi, który otrzymuje prowizję od sprzedaży. Zadziwiające, że polski przedsiębiorca, który z zasady nie ufa nikomu, kupuje maszynę droższą o kilkadziesiąt tysięcy złotych, bo sprzedawca zrobił na nim dobre wrażenie. Medycyna traktuje takie niekonsekwentne zachowanie jako zaburzenie, natomiast ekonomiści opisują takie zjawisko jako asymetrię informacji używając modelu negatywnej selekcji (nagroda Nobla w 2001 roku dla George’a A. Akerlofa).

Producenci maszyn nie stosują nawet prymitywnej taktyki dostawców internetu. Ci gwarantują MAKSYMALNĄ szybkość ileś tam megabitów na sekundę i nie ma na razie sposobu, aby ich zmusić do zagwarantowania szybkości MINIMALNEJ, a to przecież jest najważniejsze. Jakiś urząd podobno nad tym pracuje.
W przypadku maszyny nie jest dla przedsiębiorcy istotne, czy jest bardziej niezawodna od poprzedniego modelu. Chciałby świadomie wybrać wiedząc, że jest o jakiś procent bardziej lub mniej niezawodna od droższego lub tańszego modelu konkurenta. A ten też mówi, że jego nowy model jest bardziej niezawodny, niż JEGO poprzedni model.

Wygląda na to, że sprawa niezawodności maszyny nie jest częścią oferty handlowej. Ani trwałość głównych zespołów. Ani zużycie paliwa. Ani wydajność. Ani dostępność profesjonalnego serwisu, o częściach zamiennych nie wspominając. A gwarancja dotyczy jeszcze czegoś istotnego?
Szanowi przedsiębiorcy! W jaki sposób zamierzacie uzyskać najniższy koszt godziny pracy maszyny lub tony załadowanego urobku?

Co o trwałości i niezawodności maszyny wie serwis?

Serwis maszyn budowlanych nie zna trwałości poszczególnych części zamiennych i całych zespołów maszyn.

W serwisie stosuje się systemy komputerowe potrzebne do prowadzenia sprzedaży, księgowości, płac, raportowania do centrali i obowiązkowo do odzyskiwania od producenta należności za naprawy gwarancyjne. Ale nie ma obowiązku zbierania informacji o trwałości poszczególnych części zamiennych i całych zespołów maszyn klientów. Dlatego nie inwestuje się w odpowiedni system zbierania danych. Zresztą nie byłby wykorzystany, bo na kierownictwie firmy serwisowej nie robi wrażenia fakt, że zaraz po gwarancji klienci znajdują sobie innych dostawców i usług i części zamiennych. Historia napraw – gdyby system umożliwiał łatwe generowanie takich raportów – byłaby więc niekompletna.

Co o trwałości i niezawodności maszyny wie jej użytkownik?

Nie spotkałem dotychczas użytkownika maszyn, który prowadzi rejestr trwałości poszczególnych części jego maszyn. Pamięta się awarie najdroższe lub często powtarzające się oraz te, które wydarzyły się ostatnio. To się przydaje w negocjacjach przy zakupie nowych maszyn, ale nie pomaga wybrać maszyny bardziej niezawodnej i trwalszej.

Użytkownicy nie wymieniają informacji na temat jakości maszyn na forach internetowych, co jest powszechne wśród konsumentów znacznie tańszych dóbr powszechnego użytku.

Nic się w sprawie trwałości i niezawodności maszyn nie zmieni bez inicjatywy przedsiębiorców budowlanych. Oni sami muszą systematycznie rejestrować wszystkie usterki i awarie każdej swojej maszyny. Jednakże wartość tej informacji będzie niezbyt duża ze względu na małą ilość obserwowanych maszyn. Również dlatego, że każdy nowszy model może mieć zupełnie inną charakterystykę trwałości.

Przydałaby się organizacja przedsiębiorców niezależna od producentów. Mogłaby reprezentować interesy użytkowników maszyn w starciu z potężnymi korporacjami. Udostępnienie (przy zachowaniu poufności) takiej organizacji swoich danych o trwałości i niezawodności maszyn umożliwiłoby publikowanie informacji wynikających z faktów.

Na przykład byłoby pożyteczne również dla producentów, gdyby organizacja użytkowników maszyn poinformowała, że spośród kilkuset obserwowanych koparkoładowarek modelu X pracujących w podobnych warunkach: kilka sztuk pracuje bez żadnej usterki przez 2000 godzin, 50% ma w tym czasie po pięć awarii i usterek, w pozostałych ponad 40% maszyn wystąpiło po kilkanaście usterek. Takie dane świadczą o niestabilnej jakości produkcji. Jeśli trwałość i niezawodność jest warunkiem powodzenia naszego kontraktu, to kupując maszyny z tej fabryki trzeba dobrze kalkulować ich cenę i ryzyko.

Jednak użytkownicy maszyn nie mają do siebie zaufania. Dlatego takiej organizacji nie ma. To jest paradoks, ale przedsiębiorca obdarza zaufaniem handlowca, którego najważniejszym argumentem jest „będzie Pan zadowolony”.

***

Aby od czegoś zacząć, więc może warto dodać w umowie sprzedaży maszyny zapis o trwałości i niezawodności. Na przykład określając wartość minimalnego wskaźnika gotowości technicznej. Trzeba dokładnie określić sposób obliczania tego wskaźnika i ewentualne konsekwencje dla producenta w przypadku większej awaryjności maszyny.

____________________________________
*  Pisząc o trwałości, myślę o ilości godzin pracy elementu maszyny w określonych warunkach, do chwili gdy trzeba go wymienić, bo nie spełnia minimum wymagań. Na przykład zęby łyżki koparki pracującej w kopalni piasku kwarcowego mogą nie nadawać się do użytku już po 100 godzinach pracy, czyli ich trwałość wynosi 100 godzin. Ale są i takie zęby, których trwałość w tych warunkach sięga 1000 godzin. Na przykład silnik koparkoładowarki producenta X będzie całkowicie zużyty po 12000 godzin, a silnik koparkoładowarki producenta Y będzie wymagał naprawy głównej już po 6000 godzin. Producent X produkuje trwalsze silniki.

** Pisząc o niezawodności, myślę o średniej ilości godzin, która upływa między uszkodzeniami elementu maszyny pracującego w określonych warunkach z określonym prawdopodobieństwem. Na przykład z prawdopodobieństwem równym 95,5% silnik koparkoładowarki producenta X ulegnie jakiemuś uszkodzeniu średnio co 300 godzin. Natomiast z takim samym prawdopodobieństwem 95,5% można powiedzieć, że silnik koparkoładowarki producenta Y ulegnie jakiemuś uszkodzeniu średnio co 1000 godzin. Producent Y produkuje bardziej niezawodne silniki.

Podziel się swoimi doświadczeniami - skomentuj wpis w formularzu poniżej. Aby wysłać komentarz musisz podać swój adres e-mail, który nie będzie ani upubliczniony, ani wykorzystany do niecnych celów.
Jeśli chcesz być informowany o nowych komentarzach do tego wpisu, zaznacz pole pod formularzem.

Komentarze

  1. Panie Ryszardzie,

    Nie mogę się zgodzić z dwiema tezami postawionymi w Pańskim artykule:

    1. Serwis maszyn budowlanych nie zna trwałości poszczególnych części zamiennych i całych zespołów maszyn.

    2. Dlatego nie inwestuje się w odpowiedni system zbierania danych. Zresztą nie byłby wykorzystany, bo na kierownictwie firmy serwisowej nie robi wrażenia fakt, że zaraz po gwarancji klienci znajdują sobie innych dostawców i usług i części zamiennych. Historia napraw – gdyby system umożliwiał łatwe generowanie takich raportów – byłaby więc niekompletna

    Odpowiedź wynika z faktu, że czołowi producenci od wieeeeeeelu lat bardzo dokładnie zbierają szczegółowe dane na temat żywotności poszczególnych elementów i podzespołów (szczególnie jeśli chodzi o maszyny produkcyjne i kopalniane), przyczyn awarii, kalkuluje MTBF i przygotowuje statystyczne wartości, pozwalające określić w miarę precyzyjnie, kiedy należy się liczyć z koniecznością remontu. Za moich czasów nie były to dane tak dokładne jak np. w przypadku samochodów dzisiaj, ale były na tyle dokładne, że można było kalkulować gwarantowane koszty napraw i przeglądów maszyn na 10 lat naprzód i dający taką gwarancję pieniędzy na tym nie tracił. Oczywiście w przypadku pojedynczej maszyny faktyczna żywotność mogła odbiegać od średniej, ale to już jest zgodne z krzywą Gaussa, zależne było od sposobu „traktowania” sprzętu i dbałości operatorów i mechaników. Przykład co można osiągnąć przy dobrym traktowaniu sprzętu: 2 ładowarki 72 tony + 5 wozideł 60 ton w zakładzie górniczym. te same silniki, planowany przegląd po ok 15-18 mth. Kontrakt podpisany na 25 tyś mth. Z takich a nie innych powodów klient przedłuża umowę i opóźnia wymianę sprzętu. Dzięki bardzo dobrej współpracy mechaników serwisu i kierownictwa kopalni maszyny bez remontu głównego silników czy układu przeniesienia napędu „dojechały” do ponad 29 tyś mth.
    Tak to można w jakiś sposób określić jako sytuację szczególną, zazwyczaj wartości średnie +/- kilka tyś mth się sprawdzają.
    Druga sprawa to taka, że w dobie komputerowego nadzorowania maszyny i telemetrii serwis zawsze wie, co się dzieje z maszyną (nie mówię teraz o urazach mechanicznych czysto typu sworzeń czy element gąsienicy) i jak usterka została usunięta.

    • Panie Jakubie, dziękuję za komentarz.
      Bardzo chciałbym, aby wszystko co Pan napisał o wiedzy producentów na temat niezawodności i trwałości ich maszyn już było rzeczywistością.
      Pisząc na ten temat miałem na myśli kilkanaście tysięcy koparkoładowarek, ładowarek i koparek, które codziennie zaskakują niemile swoich użytkowników.
      Nie wykluczam, że ma Pan rację w przypadku maszyn kopalnianych. Być może i maszyn budowlanych ważących powyżej stu ton i kosztujących po kilkanaście milionów złotych. Ich ilość jest w kraju znikoma w porównaniu z „normalnymi” maszynami używanymi przez przedsiębiorców budowlanych.
      Zgódźmy się co do tego, że nie wiemy, jakie pojęcie mają producenci o niezawodności i trwałości poszczególnych modeli ich maszyn. Moja opinia opiera się na logicznym rozumowaniu.
      1. Żeby analizować jakieś dane, trzeba je najpierw zebrać. W przypadku maszyn, o których mówię, nikt tego nie robi. W średniej wielkości koparce lub ładowarce nie ma żadnego ukrytego modułu wysyłającego dane do producenta. Nowsze maszyny rzeczywiście mają system komputerowego nadzoru. Jednak informacja o usterce lub kodzie błędu, to za mało aby powiedzieć coś o niezawodności i trwałości silnika, transmisji, mostów itp. Trzeba również znać pełną historię napraw, wymiany części zamiennych lub chociaż głównych zespołów oraz warunki eksploatowania i serwisowania.
      2. Jeśli producent rzeczywiście ma szczegółowe dane o trwałości i niezawodności, kalkuluje MTBF itp., to takim materiałem może powalić konkurencję (lub odwrotnie). Taki producent nie musiałby walczyć na rynku ceną. Czy spotkał się Pan z ofertą sprzedaży maszyny należącej do grupy maszyn o których piszę, zawierającą jakieś konkrety na temat niezawodności i trwałości zespołów? Nie będę twierdził, że producent nie ma takiej wiedzy, jeśli zobaczę, że jego warunki gwarancji są istotnie korzystniejsze, niż prawa przysługujące klientowi zgodnie z obowiązkową rękojmią.
      3. Serwis zawsze wie, co się dzieje z maszyną? Tak, jeśli ma ona aktywny system zdalnego monitorowania i jednocześnie serwis ma wyłączność na serwisowanie tej maszyny. Ale ile z tych kilkunastu tysięcy maszyn jest pod opieką tego samego serwisu?
      Bardzo dziękuję za świetny przykład wyjątku, który potwierdza regułę. Prawdopodobnie chodzi o maszyny Komatsu. Znam przypadek ładowarki WA700, która po 28 tysiącach godzin osiąga gotowość techniczną na poziomie 95%. Właściciel zamierza wykonać naprawę główną i eksploatować ją przez następne 16 tysięcy godzin. No ale akurat te maszyny cechują się niespotykaną trwałością i niezawodnością. Gdyby wszystkie inne maszyny (również tego producenta) były tak samo dobre, to nie byłoby o czym dyskutować.
      Przypuszczam, że jest na świecie kilka firm eksploatujących maszyny, które mają wiedzę, o której braku dyskutujemy. Na przykład myślę, że sukcesy firmy Babcock nie byłyby możliwe bez takiej wiedzy. To jest wyjątkowo potężna przewaga konkurencyjna, ale tylko bardzo bogaty użytkownik maszyn może sobie pozwolić na prowadzenie własnego monitoringu trwałości i niezawodności.

      • Panie Ryszardzie,

        Dziękuję za doprecyzowanie zakresu maszyn o których byłą mowa we wpisie. Jednakże informacje, które przytoczyłem już ponad 7 lat temu były dostępne w maszynach klasy 20 ton, z czasem ich zastosowanie schodzi do coraz mniejszych maszyn i obejmuje coraz większy zakres przekazywanych danych. Oczywiście im droższa i bardziej skomplikowana maszyna, tym ilość transferowanych danych większa. W dużych kopalnianych maszynach sprawdzić można było praktycznie wszystko, co było podłączone do czujników. Im maszyna mniejsza i tańsza, tym ilość przesyłanych danych jest mniejsza. No i oczywiście to co widzi serwis to więcej, niż to co widzi klient (zresztą tak samo jest w przypadku samochodów). Oczywiście, biorąc pod uwagę, że 60% sprzedawanych w Polsce maszyn to koparko – ładowarki, dodając do tego inne mini i małe maszyny, spokojnie możemy powiedzieć, że o prawie 75% (czyli o dużej większości) maszyn nie mamy takich danych. Aczkolwiek jak przeglądam strony producentów, zbieranie danych i teletransmisja zaczyna gościć w coraz tańszych i mniejszych maszynach. „Elektronizacja” maszyn z jednej strony ułatwia ich używanie i podnosi ich efektywność i wydajność z jednej strony lecz z drugiej ogranicza liczbę osób, zdolnych do jej naprawienia, co powoduje, że naprawy przez Pana Józka powoli się kończą. Nowe systemy projektowania (CAD/CAM) i większa dokładność obliczeń powoduje „odchudzanie” maszyn i ich elementów (np. grubość sworzni obrotu, grubość elementów ramion itp.) ale jednocześnie skraca też żywotność tych elementów. Wszyscy wiemy, że dawne samochody jeżdżą latami lub dziesiątkami lat, z nowymi już się tak nie da. Maszyny budowlane idą w tym samym kierunku. Będą pracować tyle, ile chcą producenci. I z powodu postępującej komplikacji konstrukcji, coraz większa ilość napraw będzie musiała być dokonana przez autoryzowane serwisy, ponieważ mechanicy po prostu nie będą posiadali odpowiedniego sprzętu i wiedzy, aby odczytać kody komputerów, skasować błędy i uruchomić maszynę po naprawie.

        Odnosząc się do Pańskiego pytania: Czy spotkał się Pan z ofertą sprzedaży maszyny należącej do grupy maszyn o których piszę, zawierającą jakieś konkrety na temat niezawodności i trwałości zespołów?
        Bezpośrednio nie, aczkolwiek już od jakiegoś czasu nie śledzę na bieżąco pełnej oferty. Jednakże byłą już przeszłości możliwość kupowania do maszyn wydłużonego okresu gwarancji, w przypadku małych maszyn do 6 tyś mth a w przypadku maszyn średnich do 10 tyś mth. Nie było by to możliwe, bez wiedzy, o której mówiłem w moim komentarzu, czyli statystycznych danych o możliwych awariach, a statystykę możemy prowadzić na bazie dużej ilości danych archiwalnych.
        I potwierdzam, w moim przykładzie oparłem się na maszynach WA700-3 i HD605-5. Jednakże mając porównanie tych samych maszyn pracujących w różnych warunkach i przy różnego typu „poszanowaniu sprzętu” jestem gotów stwierdzić, że przy odpowiedniej obsłudze żywotność maszyny można zwiększyć bez specjalnego problemu o 50% lub więcej.
        To co Pan opisał w swoim komentarzu niejako jako pretensję, ja traktowałbym raczej jako dopust Boży, gdyż w raz ze wzrostem wiedzy producentów i komplikacją maszyny będą oni coraz szczegółowej kontrolować i sterować żywotnością, przeglądami, sprzedażą części zamiennych, czyli swoimi przychodami ograniczając swobodę użytkownika. Wiem o przypadkach firm, które nie życzyły sobie jakiekolwiek transmisji danych z użytkowanych przez nie maszyn lub jeśli transmisja była dopuszczana, firma odbierająca te dane musiała podpisać klauzulę poufności podobnie jak w przypadku danych osobowych. Proszę pamiętać, że posiadając takie Danem można wyliczyć wielkość produkcji zakładu…. Na ile może się tym interesować konkurencja, jeśli mówimy np. o kopalni złota, czy diamentów :)?

Skomentuj

*

Proszę podać wynik: * Limit czasu ważności CAPTCHA wyczerpany. Załaduj nowy test CAPTCHA.